wtorek, 11 sierpnia 2015

~ Rozdział 2 ~ Kocham ją.

Rozdział dedykuje Karolince ❤ Kocham Cię!
Przełknęłam łyk soku.
- O co chodzi? - spojrzałam na jej brzuch - Jesteś w ciąży?
Mówiłam z powagą.
Planujemy to - zaśmiali się - Jednak nie. Nie o to chodzi.
Patrzyłam na nich pytającym wzrokiem.
Chwila ciszy, objęcia mamy z Martinem, i ich zadowolone twarze. Niech powiedzą do licha ,o co chodzi!
- Przeprowadzamy się do Buenos Aires! - krzyknęła uśmiechnięta mama
Czułam jakby serce mi stanęło. Zatopiłam wzrok na kafelkach, ułożonych na podłodze. Od środka rozpierała mnie radość, której nie mogłam uwolnić.
- Buenos Aires? - powtórzyłam dla pewności, z powagą.
- Tak, coś się stało? - choć nie widziałam miny mamy wydawało mi się ,że zrzędła.
Radość przepełniła mnie całą. Uśmiechnęłam się szeroko, łzy napłynęły mi do oczu.
Rzuciłam się na szyję mamie.
- Dziękuję! - krzyknęłam wesoło
- Widzę ,że ci się podoba - mama ucieszyła się, i przytuliła mnie.
Jak ja dawno się z nią nie tuliłam. Tak dawno nie okazywała mi czułości. Na szczęście wynagradza mi to wyjazdem!
- Tobie też dziękuje - uśmiechnęłam się do Martina.
- A kiedy jedziemy? - wróciłam wzrokiem na mame. Cieszyłam się ogromnie, w końcu Leon wyprowadził się do Buenos Aires!
- Za kilka dni. - mama cieszyła się z mojego szczęścia. Właściwie to nie wiedziałam, dlaczego chce się wyprowadzić. Mama ma różne kaprysy, gorzej jak jej się znudzi pobyt tam i będzie chciała wrócić. Nie chcę o tym myśleć.
- Mam nadzieję, że nie zmienisz zdania. - zerknęłam na nią, i pobiegłam szczęśliwa do pokoju.
Wpadłam do pokoju jak piorun i podskoczyłam. Jeszcze nie wszystko stracone. Wciąż mam jego numer. Podeszłam do biurka ,i z szafki wyjęłam nasze wspólne zdjęcie
- Tak bardzo mi Ciebie brakuje.. - westchnęłam.
Pocałowałam zdjęcie, w miejscu gdzie stał Leon. Przyglądanie się zdjęciu przerwała mi mama, która stanęła w progu drzwi.
- Vilu ,pójdziesz do sklepu? - zapytała spokojnie, opierając się o futrynę.
Rzadko słyszę od niej taką prośbę, mama wraca późnym wieczorem z zakupami dla mnie. Nauczyłam się gotować, i przygotowuje całkiem niezłe dania. Jednak nie mogą być tłuczące, ponieważ muszę zachować szczupłą sylwetkę.
- Jasne. - odłożyłam zdjęcie, i podeszłam do mamy - Liste zakupów i torbę poproszę - uśmiechnęłam sie do mamy
- Już Ci przyniosę - mama również się uśmiechnęła ,i szybkim tępem poszła w stronę kuchni. Spojrzałam na zegarek, który wisi na wprost mojego pokoju.
17:00 - czas na herbatę, której niestety nie wypije, bo muszę zrobić zakupy. W Argentynie jest bardzo popularny napój ,zastępujący herbatę. Nazywa się Yerba Mate, ma też funkcje odchudzające! Bardzo zależy mi na zachowaniu szczupłego wyglądu. Mam tylko nadzieję, że mama zdania nie zmieni, i nie pokłóci się z nowym chłopakiem. Zepsułaby wszystko. O wilku mowa. Mama nagle pojawiła się na korytarzu z torbą, i listą w ręku.
- Dziękuję, zaraz będę - uśmiechnęłam się, wzięłam od mamy torbę oraz listę, i ruszyłam do drzwi.
- Hej misia! - usłyszałam za sobą głos mamy. Ona nigdy tak do mnie nie mówi. Nie wiem co się dzisiaj z nią dzieje.
- Tak? - odwróciłam się, i odpowiedziałam niepewnie
- Może nie często Ci to mówię - mama podeszła do mnie - Ale kocham Cię, i zawsze masz wsparcie z mojej strony - położyła mi ręce na ramionach ,i pocałowała mnie w czoło
Rzeczywiście rzadko to słyszę, całusy również rzadko się zdarzają. Nie rozumiem jej zachowania.
- Dobrze, dziękuję. Ja Ciebie też - uśmiechnęłam się, odwróciłam i wyszłam. Może martwi się, że nasze relacje są słabe, i chce to naprawić? Nie jest złą matką, tylko nigdy nie ma dla mnie czasu. Gdybym wpadła pod samochód, czy coś w tym stylu mogłaby nie spać tylko czekać na moje przebudzenie, w sali szpitalnej. Kocham ją. Doszłam dróżką do furtki ,i zerknęłam na mój dom. Jest na prawdę cudowny. To tutaj są wszystkie wspomnienia. Trudno mi będzie się z nim pożegnać. Idąc do sklepu, spoglądałam na inne domy w mojej okolicy. Są wielkie, nie wiadomo ile pięter mają. Mój dom ma dwa piętra, i jest najmniejszy. Przez to jest wyjątkowy. Nie rozmawiam z sąsiadami praktycznie nie wychodzą z domów to starsi ludzie ,do których codziennie przyjeżdżają dzieci i wnuki do opieki. Sklep przede mną, (a raczej supermarket) wzięłam koszyk, i ruszyłam po zakupy. Szybko przemieszczałam się między półkami sklepowami, biorąc z półek i wkładając do koszyka rzeczy z listy.
- Płatki zbożowe - czytałam z listy, dział z płatkami był tuż przede mną. Biorąc płatki z górnej półki, ktoś wypowiedział moję imię. Gwałtownie odwróciłam się. Niemożliwe. Nie miałam ochoty na rozmowę z tą osobą. Nie byłam zadowolona, spotkaniem z nim.. /Sad Angel
Czekajcie na następny rozdział, mam nadzieję że podoba wam się blog!











2 komentarze:

  1. Boże wspaniały rozdział *-* Crystal piszesz jak nikt inny xD Czekam na kolejny ^^
    Rosalie

    OdpowiedzUsuń
  2. Meeega *-*
    Czekam na next i zapraszam do mnie na prolog, jest nowa historia xD
    http://doroslaleonetta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń