środa, 22 lipca 2015

~Prolog~

Szłam spokojnie ,wolnym krokiem. W oddali rozprzestrzeniał się dźwięk szpilek uderzających o chodnik. Tym razem nigdzie się nie spieszyłam. Dzień dla mnie był wolny od pracy. Myślałam: Może by tak się z nim spotkać?
Nie, jeśli nie dzwoni to pewnie nie ma czasu. Sprawdziłam telefon . Żadnych nowych wiadomości, nieodebranych połączeń..- Westchnęłam. 
Podeszłam do ławki ,i usiadłam na niej. 
Zerknęłam na budkę z lodami.
- Nie wolno mi ,muszę dbać o figurę - wyszeptałam. Spuściłam wzrok na chodnik. Przyjemny, chłodny wiatr rozwiał moje włosy. Ja wciąż patrzyłam w jedno miejsce na chodniku. Tak jakbym zasnęła z otwartymi oczami.
Pomyślałam chwilę. Jestem głodna. Złapałam za brzuch. Uniosłam wzrok. Budka z lodami. Wstałam z ławki, zarzuciłam torebeczkę na ramię, poszłam w stronę budki. Nie było kolejki ,mimo to długo zajęło mi kupowanie, ponieważ sprzedawca był zajęty rozmową przez telefon.
- Po proszę jedną gałke czekoladowych.- W końcu to moje ulubione.
Oburzony, przerwaniem rozmowy niechętnie podał mi loda, nie zawijając go nawet w serwetkę.
- 2 dolary. - powiedział oschle.
Pogrzebałam chwilę w torebeczce, szukając dwóch dolarów. Jest taka mała ,a mam tam taki wielki bałagan. Wyciągnęłam 2 dolary, położyłam na blacie.
Nie mówiłam dowidzenia, postanowiłam zachować się równie lekceważąco jak on. Odeszłam od budki, zaczęłam jeść loda. Uwielbiam czekoladowe - pomyślałam. Rozejrzałam się po parku. Zatrzymałam wzrok na dwóch gołębiach, jakby tulących się do siebie. Delikatnie szturchały się dziubkami. Uśmiechnęłam się. Nagle poczułam ,że ktoś łapię mnie w pasie, i całuje w policzek. Gwałtownie odwróciłam się, lód wypadł mi z ręki. To był on. Ogromnie się ucieszyłam. Uśmiechnął się, ale nie tak jak zawsze. To był sztuczny uśmiech.
- Mam Ci odkupić loda? - szeroko się uśmiechnął
- Nie trzeba, lepiej powiedz co się dzieje. - mówiłam zaniepokojona.
- To bardzo trudne myszko. - opuścił wzrok, złapał mnie za ręce.
- No mów, martwię się.
- Wyjeżdżam. Wyjeżdżam do innego kraju.. - patrzył na mnie, i mocno trzymał mnie za ręce - I prawdopodobnie już się nie zobaczymy. A wiesz, że związki na odległość nie wychodzą. - znowu opuścił wzrok.
Kula stanęła mi w gardle. Do oczu podchodziły łzy. Nie mogąc nic powiedzieć rzuciłam mu się na szyję, i mocno przytuliłam.
Tak bardzo bałam się, że go stracę.. Że w końcu go straciłam. ~ Sad Angel

Trochę beznadziejne, ale dopiero zaczynam :D Mam nadzieję, że później więcej się nauczę i będzie lepiej. Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie. Jeśli wam się spodobało, to czytajcie kolejne rozdziały. Dobranoc.

2 komentarze:

  1. Mój Wspaniały Kryształek!!! TRU LOW I! PROLOG IS THE BEST! TWOJA NAJS FANKA. Pozdrawiam
    ~Niebo

    OdpowiedzUsuń
  2. O bożżż xD Boski ^^ Perfekt xD León ? LEÓN WYJEŻDŻA ? Ja chce szczęśliwa Leonette z 5 Verdasków xD Nie chce mi się pisać długiego komentarza ^^ Cudny prolog ^^
    Amcia xD
    Rosee ;3

    OdpowiedzUsuń